
Powrót
monis78.mblog.pl
Dumny penis
2009-04-08 | 17:32:12
skomentuj (1)
Wprawdzie nie mam penisa, co w przypadku kobiety wydaje się być całkowicie normalne, ale mam sporo doświadczeń z nim związanych, więc z czystym sumieniem mogę zabrać głos w tej sprawie i być może nawet w jego imieniu. Kiedy myślę o penisie, niezmiennie nasuwa mi się przypuszczenie, a nawet pewność, że dla mężczyzny jest on jego drugim JA, z którym każdy pan niezwykle silnie się identyfikuje. Od tego jak wygląda - jest duży czy mały, obrzezany czy nie, zakrzywiony czy prosty oraz jak się zachowuje - sprawia problemy czy też doskonale radzi sobie z każdym sexualnym zadaniem, zależy jakościowa konstrukcja właściwego, rzeczywistego JA mężczyzny - czyli jaki jest i jakie ma o sobie mniemanie. Mężczyzna mający świadomość mocy znajdującej się w rozporku sprawia wrażenie osoby silnej, stanowczej, pewnej siebie, odważnej. Natomiast ten, który przekonany jest, że to, w co wyposażyła go natura jest mikre i zawodne, w wyniku swoich działań narażony jest na epitety w rodzaju „mięczak", „facet bez ikry" „dupek", „chłop bez jaj" itp. Simone de Beauvoir w swojej książce "Druga płeć" opisując różnice anatomiczne wpływające na rozwój psychiczny kobiety i mężczyzny, stwierdza wprost, że penis pełniący rolę alter ego jest źródłem niemożliwych do doznania przez kobietę emocji dających poczucie siły, władzy czy nawet transcendencji. Cóż bowiem jako kobieta mogę wiedzieć o chłopięcych zabawach z „sikaniem" na odległość i uczuciach, których się doznaje, gdy na przykład, strumień moczu puszczony zostaje z dachu wieżowca, gdy uczestniczy się w zawodach kto dalej i wyżej lub w zabawie z „pisaniem" na śniegu najdłuższego wyrazu? Dla mężczyzny penis to po prostu kumpel i przyjaciel dający poczucie, że nie jest się samemu. Większość facetów jeszcze w łóżku rozpoczyna dzień od sięgnięcia między nogi i sprawdzenia, w jakim stanie jest jego „kolega", a potrzymanie w ręku sztywnego penisa dodaje energii i chęci do życia. Gdyby w sposób trochę bardziej naukowy pokusić się o próbę przybliżenia tego fenomenu, należałoby odwołać się do naczelnych małp, z którymi (przynajmniej według teorii Darwina) jesteśmy najbliżej spokrewnieni (przynajmniej mężczyźni). Nie można oczywiście wysnuwać ostatecznych, niepodważalnych wniosków na podstawie analizy zachowania tych zwierząt, ale przynajmniej kilka z nich warta jest przytoczenia. Otóż samce wspomnianego gatunku wykorzystują demonstrację penisa do porozumiewania się między sobą. Gdy gest ów jest kierowany do samicy, oznacza zaloty, gdy do drugiego samca - wyraża agresję i wyzwanie. Penisy demonstrowane przez małpy pełniące funkcje wartowników pilnujących stada i siedzące na widocznych miejscach informują inne zwierzęta (w tym także nieproszonych gości), że stado akurat odpoczywa i nie należy mu przeszkadzać. Pokazanie penisa nieznajomemu małpiemu przybyszowi stanowiło również akt powitania. Badacze tak zwanych ludów prymitywnych żyjących w Nowej Gwinei w warunkach zbliżonych do tych z epoki kamienia łupanego zauważyli, że reakcją mężczyzn tych plemion na sytuacje zwiastujące zagrożenie lub niepokój jest rozpoczęcie tańca rytualnego, którego głównym elementem jest demonstracja penisów. Może zabrzmieć to nieco kuriozalnie w epoce lotów kosmicznych i broni nuklearnej, ale penis nadal jeszcze dla wielu mężczyzn stanowi symbol siły, dominacji i rangi społecznej. I chociaż w geście powitania panowie nie sięgają już do rozporków, aby pokazać sobie nawzajem, to jednak w zachowaniu facetów coś jeszcze pozostało z tych prehistorycznych czasów. Przejawia się to między innymi w skłonności do powiększania jego rozmiarów i przypisywania długości i grubości istotnej roli w zaspokajaniu seksualnym kobiety. I chociaż seksuolodzy Masters i Johnson w swojej publikacji "Human Sexual Response" obalili wiele mitów dotyczących również męskich narządów płciowych, stwierdzając na przykład, że nie ma żadnej zależności między rozmiarami penisa a satysfakcją kobiety w czasie stosunku, to jednak ciągle w świadomości zarówno kobiet jak i samych mężczyzn tkwią głęboko zakorzenione, przenoszone z pokolenia na pokolenie przeświadczenie o tym lub tamtym. Jako osoba praktykująca (sex, ma się rozumieć) jak najbardziej mogę potwierdzić słuszność spostrzeżeń wspomnianych amerykańskich naukowców, ale jednocześnie potrafię zrozumieć mężczyzn, którzy mają totalnego świra na punkcie swojego członka, ponieważ podobnie jest też z nami kobietami, ale w odniesieniu do piersi. Nie ma lepszego komplementu dla faceta niż powiedzieć mu, że ma świetnego penisa, albo po prostu wielką pałę. Czasem kiedy z koleżankami plotkujemy o mężczyznach i opowiadamy sobie różne pikantne historyjki, dochodzę do wniosku, że kobiety też potrafią mieć hopla na punkcie... penisa. Dla nas jest to nie tylko narząd do „wkładania", ale również może stanowić obiekt uwielbienia, czułości a nawet zazdrości. Zazdrościmy go nie tylko mężczyznom, ale w skrytości ducha prawie każda z nas zazdrości koleżance, która miała do czynienia z kimś obdarzonym wielkim przyrodzeniem, takim powyżej 20 czy 25 centymetrów. Może nie z powodu szczególnych rozkoszy doznawanych przy stosunku z długim i grubym fallusem, ale na pewno z racji możliwości patrzenia na taki okaz, dotykania go, podziwiania jak staje się coraz większy i sztywniejszy, całowania lub trzymania go w dłoni. Bo penis to niezwykłe „urządzenie", bardzo komunikatywne, wrażliwe i szczere. On nigdy nic nie udaje. W przeciwieństwie do... (co zauważam ze smutkiem) kobiet, które z jednej strony twierdzą, że penis jest tylko dodatkiem do ich i tak niezawodnego orgazmu łechtaczkowego oraz, że wielkość tego męskiego organu nie gra żadnej roli, a z drugiej - mam znajome, które mając kochanków lub mężów obdarzonych penisami większymi niż przeciętne, same pysznią się tym faktem, czują się ważniejsze, a nawet bardziej seksi. Zupełnie jakby to one posiadały droższy samochód, lepiej płatną posadę czy atrakcyjniejszy biust. A może faktycznie i one czerpią z męskiego członka jakąś tajemniczą energią i moc? Być może tak, bo i ja po udanym stosunku przynoszącym satysfakcję nabieram większej chęci do działania i odzyskuję sens życia. A wtedy mogę śmiało powiedzieć, że penis - to może brzmieć dumnie, ale pod warunkiem, że on sam dumnie wznosi głowę!
--
2009-04-21 | 10:54:07
Świetny artykuł, mój chłopak ma ponad 20 cm. i świetnie jest jak mnie rżnie. Miałam facetów z mniejszymi i definitywnie stwierdzam, że to nie to samo. Zaufajcie mi!

